Blog feministy - Paweł Długosz

Dziennikarskie samobójstwo Rafała Z.

Drogie Czytelniczki, Szanowni Czytelnicy, wybaczcie, że nie zacytuję dzisiejszej wypowiedzi Rafała Ziemkiewicza. Uwłacza ona ludzkiej godności i nie chciałbym schodzić do poziomu bliżej nieokreślonego. Kto chce szukać owego cytatu niech szuka. Gdy wpisze w google frazy "Ziemkiewicz", "twitter" z pewnością go znajdzie.

               

Wyżej wspomniany pan ciągle publicysta zachowuje się (podobnie jak Janusz Korwin-Mikke i kilka innych osób w tym kraju), jak niegrzeczne dziecko u cioci na imieninach, które za wszelką cenę chce zwrócić na siebie uwagę. A to napluje dziadkowi do rosołu, a to weźmie na łyżeczkę porcję uroczystego tortu i strzeli cioci prosto w nos. Wszystko dla zaistnienia, gdy zebrani goście mają być może inne tematy do rozmowy. I można by trwać w żartobliwym klimacie, gdyby nie to, że w tym wypadku nie chodzi o niewinne dziecko, lecz rzekomo poważnego pana redaktora, który pozostaje dla wielu autorytetem. Można by dalej żartować, gdyby nie fakt, że pan Ziemkiewicz w swej amoralnej wypowiedzi dotyka tematu zbrodni jaką jest gwałt (nawet jeśli tak nie definiuje tego czynu polskie prawo), a także traumy jakiej doświadcza zgwałcona kobieta. Usprawiedliwia on gwałt i staje po stronie sprawcy, dlatego że ten okazał się zdeprawowanym zakonnikiem, a ofiara była nietrzeźwa.

               

Wydaje się, że Rafał Ziemkiewicz bardzo mocno upadł moralnie. A może jest jeszcze gorzej. Może to jego czytelnicy i wielbiciele już dawno upadli, nie potrafiąc dokonać etycznej oceny faktów. Przecież ten człowiek, który nie zasługuje na dalsze zainteresowanie jest wciąż czytywany i cytowany, a wręcz jego wypowiedzi kształtują postawę światopoglądową wielu osób.

               

Czy można nazwać Rafała Ziemkiewicza konserwatystą i prawicowcem? Niestety w Polsce pewnie nadal można. Jaki kraj, taka prawica i taki konserwatyzm. Nie wyobrażam sobie jednak by w Niemczech członek lub sympatyk prawicowej jednak i chrześcijańskiej w swej deklaracji partii CDU/CSU wypowiedział się publicznie w tak ważnej kwestii w tak wulgarnym tonie. Skompromitowałby natychmiast siebie, ale też swoją opcję polityczną. Popełniłby dziennikarskie samobójstwo.

               

 

Czy można nazwać Ziemkiewicza katolikiem? Katolikiem być może tak, ale miałbym spore wątpliwości traktując go jako chrześcijanina. Cóż takiego robi zupełnie świadomie, doskonale oczytany konserwatywny publicysta. Otóż staje on jawnie po stronie zła i jego sprawcy, oficjalnie jawi się jako wróg kobiety i wykorzystuje do tego w sposób profanujący fragment Ewangelii, gdzie Chrystus dokonuje czegoś dokładnie odwrotnego. Pozwolę sobie zacytować w całości urywek, w którym faryzeusze przyprowadzają do Jezusa kobietę pochwyconą na cudzołóstwie:

               

" Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego:  «Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?» Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień». I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!»"(J 8, 3-11).

               

Widać wyraźnie, że Chrystus w tym fragmencie staje po stronie kobiety, sprzeciwia się przemocy oraz drakońskim, niesprawiedliwym zwyczajom religijnym, w myśl których za cudzołóstwo kobiety karano najwyższą karą, natomiast mężczyzna pozostawał niewinny. Żaden chrześcijanin, dla którego ważne wartości obecne na kartach Ewangelii nie dokona takiej profanacji             

               

Chciałoby się spytać:  A gdyby to pana córka panie Ziemkiewicz została zgwałcona? Jednak natychmiast wycofuję się z tego pytania. Istnieje bowiem ryzyko, że ów redaktor o tak zdeprawowanym sumieniu uznałby, że winę za gwałt ponosi właśnie córka, a on się jej publicznie wyrzeka. Tego nikt by nie chciał. Myślę, że redaktor (wciąż jeszcze redaktor, publicysta) Ziemkiewicz trafia w Polsce na niezwykle podatny grunt. Jest tylko wyrazicielem sposobu myślenia wielu osób, twierdzących ciągle że to kobieta jest winna gwałtom bo nieodpowiednio się ubrała, lub znalazła w pechowym miejscu, a także że to kobieta jest winna przemocy domowej. Widać to choćby po sprzeciwie wobec ratyfikacji konwencji antyprzemocowej. Widać po braku reakcji na przemoc. Widać po jawnej pogardzie dla kobiet i dla ofiar. Ale chyba trzeba rozczarować redaktora. To się zmienia. Powoli, ale zmienia. Wielu mężczyzn nigdy nie zgwałciło i nie zgwałci kobiety (niezależnie trzeźwej, czy pijanej). Wielu nigdy nie dopuściło i nie dopuści się przemocy fizycznej. Nie wiem ilu. Z pewnością wielu. Coraz częściej mężczyźni (kobiety też) oficjalnie przyznają się: "usłyszałem krzyki, zapukałem do drzwi, zareagowałem, wezwałem policję". Można śmiało powiedzieć, że ci ludzie uratowali życie innym osobom.

               

To nie konwencja antyprzemocowa jest zagrożeniem dla wiary, religii, czy tożsamości naszego kraju. Prawdziwym zagrożeniem jest to, że osoby uchodzące za autorytety (podkreślam słowo "uchodzący") manipulują faktami, tekstami, przesłaniem religii tak, by zyskać władzę nad ludzkimi umysłami i czerpać z tego doraźne korzyści. Stają po stronie zła udając zręcznie, że są strażnikami prawdy i dobra. Pytanie, ile osób po wypowiedziach skompromitowanego "redaktora", ale też po natarczywych słowach polskich biskupów, przestanie reagować na przemoc. Ile kobiet będzie się bało zgłosić gwałt i wyjść z zaklętego kręgu przemocy w obawie, że ich straszna trauma nie zostanie potraktowana poważnie. Gdy cierpi człowiek, wówczas kończą się żarty.