Blog feministy - Paweł Długosz

Synodalna farsa w Watykanie

W Rzymie zakończyło się Nadzwyczajne Zgromadzenie Synodu Biskupów poświęcone tematyce rodziny i małżeństwa. Po co się odbyło? Nie wiem. Farsa i od początku parodia tego, czym takie zgromadzenie powinno być. Jedynym reprezentantem Polski był arcybiskup Stanisław Gądecki, metropolita poznański i przewodniczący KEP. Nie waham się go nazwać człowiekiem niewiarygodnym i przez to chyba niegodnym zajmowanego stanowiska. To przecież ten biskup przez 2 lata ochraniał słynnego już "księdza melomana". Nawet wysłał go na Ukrainę i cała sprawa miała być zatuszowana. Przypomnę, że chodzi o sprawę porodu na poznańskiej plebanii, gdzie kobieta rodziła dziecko księdza, ksiądz nie udzielił jej żadnej pomocy i w tym czasie słuchał muzyki. W wyniku braku interwencji medycznej dziecko zmarło. Sprawę wyświetlili dziennikarze, a kuria poznańska jak długo tylko się dało utrzymywała, że rozgłos jest niepotrzebnym atakiem i jest to prywatna sprawa Kościoła. Zatem moralna  kompromitacja. Wskazana byłaby raczej dymisja arcybiskupa.

 

Nic z tego. Arcybiskup pojechał do Rzymu jako najlepszy ekspert od rodziny i małżeństwa. Wcześniej z inicjatywy papieża Franciszka do wiernych świeckich Kościoła rzymskokatolickiego rozesłano ankiety, w których mieli się wypowiedzieć na zasadnicze, dotyczące ich kwestie. W Polsce ankiety te do świeckich nie dotarły. Wypełnili je... biskupi. Zatem kolejna kpina z instytucji małżeństwa. Na Synod owszem zaproszono kilka małżeństw, jednak od początku było wiadomo, że pełnią tam rolę raczej dekoracyjną, a ich rola ogranicza się raczej do hołdów wobec zgromadzonych ekscelencji. Oczywiście były to małżeństwa (i rodziny) wyselekcjonowane, członkowie ruchów religijnych. Powinno być chyba dokładnie odwrotnie. To osoby świeckie, żyjące w różnych związkach powinny głównie na takim synodzie dyskutować, a biskupi powinni się temu z pokora przysłuchiwać. Świeccy mieli tam chyba dokładnie jeden dzień na blisko 2 tyg.

 

Nagle pojawiła się wiadomość, która miała zwiastować rewolucję. Od początku nie wierzyłem, że to krok w stronę zmian. W podsumowaniu jednego z dni dyskusji (nie były to żadne oficjalne decyzje) wspomniano, że być może Kościół rzymskokatolicki mógłby się otworzyć bardziej na osoby homoseksualne, na ich dzieci, także na osoby rozwiedzione. Tu swoją prostacką wręcz kampanię rozpoczął wspomniany abp. S. Gądecki. Media podały, że uznał takie rozwiązanie za niemożliwe do przyjęcia, gdyż nie tak nauczał Jan Paweł II.  No fakt. Trudno się nie zgodzić. Rzeczywiście nie tak nauczał. Lubił trzymać Kościół twarda ręką i nie znosił sprzeciwu, ani też głosów ludzi doświadczających realnych (a nie wydumanych) problemów. Dziwne, ale w pełni zrozumiałe. Kościół wielokrotnie w swej historii nauczał rzeczy zupełnie sprzecznych z wcześniejszymi, a przy tym zawsze udawał, że stoi po stronie człowieka i jego spraw. Nie zauważyłem tu żadnego przełomu, nawet jeśli był to incydentalny sygnał. Zresztą już jest po sprawie.

 

 

Osoby homoseksualne i osoby rozwiedzione mają w Kościele rzymskokatolickim podobna pozycję do tej, jaką przez wieki mieli tam Żydzi. Setki lat historii Kościoła to najbardziej podły antysemityzm, zaczynający się absurdalnymi zarzutami o to, że Żydzi rzekomo zabili Pana Jezusa i jako tacy są przeklęci, aż po akty fizycznej przemocy, pogromy, zabójstwa, podpalenia itp. W końcu po Soborze Watykańskim II mała zmiana linii. Jan Paweł II rzeczywiście wchodzi do synagogi, Franciszek mówi, że katolik nie może być antysemitą. Jednak reszcie Kościoła, katolickim mediom, duchowieństwu w niczym to nie przeszkadza antysemityzmu uprawiać. Także i tu nie wiem o jaki przełom chodziło wobec wspomnianych osób. Że niby niby teraz my biskupi uznamy was za ludzi, ale na naszych warunkach. Warto przypomnieć, że to właśnie arcybiskup Gądecki patronował konferencji ws. rzekomego leczenia osób homoseksualnych z ich orientacji, która miała odbyć się w Poznaniu. Na szczęście do niej nie doszło. A może to wszystko było tylko z góry zaplanowaną mistyfikacją dla mediów. Jeden dzień rzekomej dyskusji na "kontrowersyjne" tematy. Media i ich odbiorcy dostaną pożywkę, a biskupi będą mogli wyjechać z Rzymu  w poczuciu zadowolenia, że nic sie nie zmieni.

 

Demokracja prawie jak na Kremlu doby Leonida Breżniewa. Towarzysz Breżniew ocenił sytuację, pogroził palcem i przyjaźnie się uśmiechnął, zapewniając, że żadnego z krajów w potrzebie nie opuści, a i przyjaźń z ZSRR będzie trwała wiecznie. Parodią watykańskiej dyskusji jest to, że wszystkie obrady odbywały się przy drzwiach zamkniętych, jedyne informacje to krótkie audycje abp. Gądeckiego w diecezjalnym radiu, oraz jego blog. Synod dotyczył ogromnej rzeszy katolików świeckich, a dyskutowali ludzie żyjący w celibacie i nie mający pojęcia o problemach małżeństw, rodzin oraz osób żyjących w związkach nieformalnych. W tej sytuacji ja też mógłbym pisać podręczniki dla astronautów. Na szczęście nikt by tego nie traktował poważnie.

 

 

Na koniec wisienka na torcie. Na niedzielę 19 października (czyli na podsumowanie synodu) zaplanowano beatyfikację papieża Pawła VI. Nie wiem, czy Watykan z papieżem Franciszkiem na czele zamierza napluć w twarz milionom katolików świeckich na całym świecie. Ja tak to odbieram. Już sam mechanizm beatyfikacji jest bałwochwalstwem. Paweł VI ma szczególne winy wobec świeckich. Otóż jego encyklika "Humanae Vitae" stała się fundamentalnym dokumentem dotyczącym małżeństwa i rodziny. Dokument ten nie biorący pod uwagę żadnych ludzkich indywidualnych sytuacji, pozbawiony miłosierdzia zakazuje raz na zawsze używania środków antykoncepcyjnych  oraz aborcji bez względu na powody i konsekwencje. Warto tu powiedzieć, że kościoły protestanckie decyzję o dopuszczalności stosowania antykoncepcji podjęły już w 1930 roku. Również kościoły prawosławne antykoncepcję dopuszczają i zostawiają sprawy seksualności sumieniu małżonków. Paweł VI dopuszcza jedynie metody tzw. naturalne, obarczone ogromnym ryzykiem błędu i nakazuje każdy stosunek potencjalnie łączyć z poczęciem. Dodam, że belgijski kardynał Leon Joseph Suenens określił ten dokument za czysto prywatne poglądy papieża, które nie mogą być traktowane jako doktryna wiary. Ta encyklika to ogromny dramat milionów ludzi. To krzyk cierpiących i umierających kobiet. To potworne doświadczenie dzieci niechcianych, pozbawionych opieki i żyjących w biedzie. Przez lata (już po śmierci Pawła VI) doszła jeszcze epidemia AIDS. Jan Paweł II, kontynuator tej linii zakazywał stosowania prezerwatyw, nawet w obliczu tej śmiertelnej choroby. I gdzie w tym wszystkim jest Chrystus- nieskończenie miłosierny, dobry, stający po stronie odrzuconych. Jest w Ewangelii i mówi o faryzeuszach: "Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą." (Mt 23, 4). Dziękuję za uwagę Pozdrawiam. Autor.