Blog feministy - Paweł Długosz

Senat RP po stronie sprawców przemocy.

 

frej_przemoc.jpg

 

 

Sprytnie to CWANIACY z PO i partii sojuszniczych wymyślili. Uwolni się prezydenta RP od moralnych dylematów i konieczności podpisania lub zawetowania Konwencji o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Partyjną pozorną robotę za prezydenta wykonają koledzy senatorowie. Rzeczywiście chwilowo zadziałało. Senacka Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji nie poparła przyjętej już przez Sejm ustawy zezwalającej na ratyfikację. To jeszcze nie ostateczny głos Senatu, ale jednak kolejne narzędzie do blokowania tego dokumentu.

 

Tak naprawdę znowu wsparto sprawców przemocy. Konwencja, którą ratyfikowało już 16 państw ciągle nie może się doczekać wejścia w życie w Polsce. Prezydent tchórzy przed biskupami, a partia rządząca robi co może, żeby przemoc w Polsce miała się jak najlepiej. Wypowiedzi senatorów zahaczają już o przypadki kliniczne. Senator PiS (moralny koalicjant PO) Jan Maria Jackowski  zaniepokoił się tym, że dokument narzuci Kościołowi Rzymskokatolickiemu kapłaństwo kobiet. Osobiście nie mam nic przeciwko kapłaństwu kobiet, jednak łączenie tej idei, której przecież nikt ani nie narzuca, ani narzucić  Kościołowi (dodajmy rzymskokatolickiemu) nie jest w stanie, z przeciwdziałaniem przemocy to jednak poważne zaburzenie. „Kraj tonie, a my się bawimy w konwencję”- tak senator Jackowski podsumował cały proces legislacyjny. Senatorowie mają wątpliwość, czy źródłem przemocy jest rodzina. Twierdzą, że to raczej alkohol i inne używki. Póki co, alkohol jeszcze nigdy nikogo nie uderzył. To wyraźne spychanie odpowiedzialności ze sprawcy na jakieś enigmatyczne okoliczności. Oczywiście, że to nie rodzina powoduje przemoc. Nie rodzina sama w sobie powoduje też dobro. Wszystko zależy od ludzi.

 

Sprawcą przemocy jest zawsze człowiek, w ogromnie większość przypadków mężczyzna (mający uprzywilejowaną pozycję), który korzysta z nadanego sobie prawa chowania się za tzw. świętością i nietykalnością rodziny. „Rodzina to ja”- tak może powiedzieć sprawca przemocy domowej. Takie prawo daje mu obecnie parlament, system prawny i nie bójmy się tego powiedzieć Kościół Rzymskokatolicki.

 

Nie ma żadnej przesady w twierdzeniu, że przemoc domowa jest wpisana w polską tradycję. Rodzina otaczana jest kultem dającym jej nietykalność i nie wiadomo skąd pochodzącą świętość. Nie wiem skąd takie myślenie, bo na pewno nie z Ewangelii. Rodzina może być wartością, może inspirować do dobra, więzi rodzinne mogą dawać oparcie, ale to tylko możliwość. Może być jednak zupełnie inaczej. Rodzina może też być piekłem, bestialstwem, przyczyną urazów, traum, zgonów. I tak też się na co dzień w Polsce dzieje. Ciągle przemoc jest sprawą prywatną. Reakcje na nią są dowodem wielkiej odwagi.

 

No i cóż się dziwić zdeprawowanym politykom, służącym jedynie interesowi partyjnemu i własnemu, skoro sam papież Franciszek - natchnienie i niekwestionowany autorytet ludzi mieniących się konserwatystami i prawicowcami, daje przyzwolenie na bicie dzieci. Byle nie po twarzy. Trochę jak Hermann Brunner, bohater serialu „Stawka większa niż życie”: „Nie mogę, no nie mogę patrzeć na widok bitego człowieka. Jeśli bije ktoś inny”.

 

Politycy cynicznie grają na zwłokę. Grają losem osób bitych, gwałconych, w różny sposób krzywdzonych. Kolejne godziny odliczają kolejne akty przemocy, a panowie Senatorowie mędrkują  w komisjach, jak tu zdjąć brzemię z pana Prezydenta i zadowolić wiecznie niezadowolony Episkopat. Przecież poszczególni parlamentarzyści nie żyją w próżni. Funkcjonują w ramach partii. Głosują najczęściej tak, jak mają napisane na tzw. ściądze wręczanej przez przewodniczącego klubu. Decyzje o tym, co „Za”, co „Przeciw” zapadają w wąskim gronie władz partyjnych. Mistyfikacja szyta grubymi nićmi, a zwykli ludzie doświadczający przemocy cierpią. Władza ma inne problemy. Władza musi wygrać wybory. Nie ze mną panowie. Nie z moim głosem. Kto nie sprzeciwia się przemocy w każdy możliwy sposób, jest za nią odpowiedzialny!!!!!!