Blog feministy - Paweł Długosz

Polska po śmierci Dominika

14-sto letni Dominik nie żyje. Wkrótce emocje opadną. Media znajdą sobie inny chwytliwy temat. I co dalej??? Obawiam się bardzo mocno, że nic. Obawiam się, że ta śmierć (podobnie śmierć innych ofiar nienawiści) pozostanie zupełnie zapomniana. Zapadnie milczenie, a tu krzyczeć trzeba. Trzeba wołać, że cywilizacyjnie i kulturowo cofnęliśmy się o dobre kilkadziesiąt lat. W dużej mierze dzisiejszej Polsce bliżej do nazistowskich Niemiec z lat 30-tych XX wieku, niż do nowoczesnego kraju będącego członkiem Unii Europejskiej. W dużej mierze powtarzam i nie chcę generalizować. Nie wiem, czy zła dziś jest więcej, czy jest głośniejsze, bo przemawiające głosem ludzi uzurpujących sobie społeczny i religijny autorytet.

 

Nie wiadomo, czy Dominik był osobą homoseksualną. Nie ma to żadnego znaczenia kim był. Znaczenie zaś ma fakt, że to jak był postrzegany, doprowadziło do fali nienawiści i całkowitej obojętności osób, które powinny wpływać na młodzież i ją wychowywać. Tak jak w III Rzeszy wystarczyło zaledwie podejrzenie o to, że ktoś być może jest osobą homoseksualną, ma pochodzenie żydowskie, romskie, polskie i każde inne, które nie mieściło się w zwyrodniałej rasistowskiej ideologii, aby taki człowiek został zniszczony. Demony tamtych okrutnych czasów odezwały się ponownie i w taki sam sposób, pokrętnie próbują udowodnić, że wszelaka różnica, inność, czy nawet podejrzenie o nią, niesie zagrożenie dla tzw. "normalności", "normalnej rodziny", "normalnego państwa". 

 

Dominika i jego mamę zawiedli wszyscy, którzy byli zobowiązani mu pomóc i bronić go przed atakami. Młode umysły bardzo łatwo zmanipulować, wskazując im potencjalnego wroga. Jak mają reagować, skoro upadły autorytety wychowawcze. Zawiodła szkoła, zawiedli pedagodzy, katecheci, ale też zawiedli politycy, prawicowi publicyści, i zawiódł Kościół rzymskokatolicki. Jeżeli ludzie, którzy powinni być autorytetami sączą nieustannie jad nienawiści w młode umysły to ma on zwielokrotnioną siłę działania. Gdy człowiek dokonuje jakiegoś zła i spotka się reakcją świata dorosłych, wówczas ma pełne szanse na powrót na właściwą ścieżkę. Co jednak powiedzieć, gdy zło i nienawiść są usprawiedliwione przez milczenie świata dorosłych i kanoniczne wręcz nauczanie głoszone w listach pasterskich Episkopatu Polski, w homiliach, w prasie religijnej, w wypowiedziach medialnych.

 

Nie waham się tego powiedzieć: TO KOSCIÓŁ RZYMSKOKATOLICKI JEST WSPÓŁODPOWIEDZIALNY ZA ŚMIERĆ DOMINIKA !!!!!!!  Wystarczy posłuchać plugawych, haniebnych, wypowiedzi ks. Oko, ks. Bortkiewicza. To nie jest jakiś margines, lecz oficjalne nauczanie i praktyka duspasterska współczesnego Kościoła rzymskokatolickiego. Ks. Dariusz Oko zupełnie słusznie podkreśla, że ma pełne poparcie Episkopatu Polski. Dokładnie tak. Nie działa sam. Działa w imieniu Episkopatu. Ks. Bortkiewicz (współtwórca tzw. ideologii gender) niedawno zastanawiał się, czy homoseksualista może być zbawiony. Wyszło, ze pod pewnymi warunkami tak. To tak trochę jakby dyskutować nad człowieczeństwem osoby pochodzenia żydowskiego.

 

Wystarczy poczytać prasę katolicką, z której nieustannie bije przekonanie o spisku jakiegoś lobby homoseksualnego, mającego na celu zniszczenie polskiej rodziny. Już chyba obecnie nie ma jednego egzemplarza oficjalnej prasy kościelnej (Niedziela, Gość Niedzielny, Fronda, Nasz Dziennik, Przewodnik Katolicki itp.) gdzie by nie rozbrzmiewała mowa nienawiści lub epatowanie teoriami spiskowymi. Wszystko po nazistowsku- bez podawania jakichkolwiek dowodów.

To przecież Kościół Rzymskokatolicki wpadł na pomysł "leczenia" osób homoseksualnych z ich orientacji. Dokładnie tak samo można by leczyć kolor oczu, grupę krwi, czy kolor skór. Wszystko to pod patronatem najwyższych władz z arcybiskupem Gądeckim na czele. Przypomnę, że arcybiskup Stanisław Gądecki patronował konferencji, na której planowano dyskusję o leczeniu orientacji seksualnej. Zawsze w pełni popiera ks. Bortkiewicza, a ks. Oko powierzono (nie bez zgody arcybiskupa) przeprowadzenie rekolekcji wielkopostnych w poznańskiej farze. Tematem była "ideologia gender" i zagrożenie ze strony homoseksualizmu.

 

Za śmierć Dominika nie są tylko współodpowiedzialni księża i członkowie Kościoła rzymskokatolickiego znani z mediów. ZA TĘ ŚMIERĆ JEST WSPÓŁODPOWIEDZIALNY KAŻDY KAPŁAN i KAŻDY CZŁONEK TEGO KOŚCIOŁA, który nigdy w jakiś dostępny sobie sposób nie zareagował na szerzenie nienawiści. Nie wystarczy powiedzieć, że jest wielu dobrych księży. Owszem to prawda są, ale to za mało. Nie wystarczy powiedzieć: ja nie nic nie mówiłem. Nie wszyscy naziści mordowali. Najpierw większość społeczeństwa niemieckiego milczała. Nawet dobra praca nie usprawiedliwia zła, stanowiącego oficjalne nauczanie. W Kościele jestem regularnie, wysłuchałem tysięcy kazań, setek listów pasterskich. W wielu mówiono o zagrożeniu homoseksualizmem i genderem. W żadnym z nich jak dotąd nie było mowy, że nienawiść, przemoc domowa, przemoc wobec kobiet, nienawiść wobec osób innych orientacji seksualnych jest złem i jest nie do pogodzenia z Ewangelią.

 

Dziś zastanawiałem się, gdzie mogłem zawieść ja sam. I znalazłem takie miejsce. Zawiodłem przez milczące przysłuchiwanie się tym wszystkim haniebnym słowom. Owszem jeżeli reagowałem to w takich miejscach, gdzie nadawcom tych komunikatów było to doskonale obojętne. Dziś zrozumiałem, że tak dalej nie można i coś postanowiłem. Od dziś będę reagował w tym miejscu, gdzie głoszona będzie nienawiść. Nawet w kościele. Myślę, ze nie poprzez przerywanie  kazań, choć i to jest dziś aktem wielkiej odwagi. Gdy jednak przerwie się kazanie, zdeprawowany kaznodzieja ma uprzywilejowaną pozycję. Może natychmiast przybrać rolę uciskanej ofiary. Wiadomo, że uzyska wielki poparcie słuchaczy. Tyle emocji i energii właściwie na nic. Można jednak zrobić coś innego. Wystarczy pójść do takiego kaznodziei i jak to zapisano w Ewangelii, upomnieć go w cztery oczy. Wystarczy krótki komunikat: "Nie podoba mi się głoszenie mowy nienawiści w Kościele. Uważam to za sprzeczne z nauczaniem Jezusa Chrystusa." Wtedy będzie on sam i będzie miał większą szansę na refleksję. Jeśli nie ma możliwości zwrócenia uwagi bezpośrednio, można napisać maila, list itp. Niestety jestem przekonany, że takie działanie nic nie zmieni. Ale myślę, ze tak trzeba.