Blog feministy - Paweł Długosz

Hiroszima, Nagasaki i lekcja dla Polski.

Stillman-Hiroshima-690.jpg

 

Dziś mija 70 lat od zrzucenia bomby nuklearnej na Hiroszimę. 6 sierpnia 1945 roku o godz. 8:15 dokonano jednej z największych zbrodni w dziejach ludzkości. Dokonano jej w sposób dotąd nieznany. Łączna liczba ofiar tej nigdy nieosądzonej zbrodni to ponad 140 tys. osób w Hiroszimie i ok. 70 tys.  w Nagasaki. Wiele tysięcy ludzi w jednej chwili ugotowało się w temperaturze obserwowanej dotychczas na Słońcu. Pozostały po nich cienie na murach i ziemi. Wyparowali. Może nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, co się dzieje. Inni umierali w niewypowiedzianych cierpieniach na skutek poparzeń i choroby popromiennej. Świadkowie mówią o pochodzie „żywych trupów” z wyciągniętymi rękami, odpadającymi kawałkami zwęglonej skóry, niosącymi w rękach swoje ręce, oczy, inne części ciała.  Przez długi czas ci, którzy ocaleli byli nie do rozpoznania przez najbliższych. Nie przypominali ludzi. W tym strasznym dniu na pewno dwie osoby coś odliczały: jeden, dwa, trzy itd. Liczył mały chłopiec, który stał przy ścianie i bawił się z innymi japońskimi dziećmi w chowanego, czekając aż jego towarzysze zabawy znajdą odpowiednią kryjówkę. Liczył też amerykański żołnierz na pokładzie samolotu przenoszącego bombę o ironicznej nazwie „Little boy” (mały chłopiec). Celem załogi, którą wykorzystano do wykonania zbrodni było doprowadzić do detonacji nad powierzchnia ziemi, na takiej wysokości, aby zniszczenia były jak największe. Im niżej, tym więcej energii pochłonęłaby ziemia. Matematyczna dokładność kazała obliczyć wszystko, co do sekundy i metra, tak by zadać jak najwięcej cierpienia. Lot samolotu Enola Gay z bombą na pokładzie poprzedziła modlitwa amerykańskiego pastora w intencji powodzenia „misji”. To tylko podkreśla moralną klęskę administracji USA. Nie było żadnego usprawiedliwienia dla tak okrutnego zamordowania tysięcy niewinnych ludzi. Sprawcy zbrodni nigdy nie zasiedli na ławie oskarżonych.

 

W zasadzie można by poprzestać na takim opisie. Można by szukać winnych i tonąć w nienawiści. Tak nie jest. Japończycy zrobili wielki krok naprzód i dziś dają lekcję całemu światu. A jaką lekcję Hiroszima i Nagasaki mogą dziś 6 sierpnia dać Polsce?

 

Dla Polski rocznica ataku nuklearnego nie istnieje. Polska ma inny pozornie ważny problem, czyli zaprzysiężenie nowego prezydenta. Trudno, żeby dziś było nad Wisłą coś ważniejszego. Tak sobie pomyślałem, może dość karkołomnie, ale jednak, że coś Polskę i Japonię łączy. Łączy nas katastrofa. Tylko dzieli zupełnie sposób jej przeżywania. Kilka dni temu najważniejszym wydarzeniem w Polsce była kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Powstania, które doprowadziło do całkowitego zniszczenia polskiej stolicy i ogromnych cierpień ludności, z których ok. 200 tys. straciło życie.

 

Atak atomowy i Powstanie to jakby dwie różne sprawy. Japonia nie znajdowała się pod okupacją. Co więcej, była sojusznikiem nazistowskich Niemiec. Jednak coś obie sprawy łączy. Liczba ofiar podobna, miasta Hiroszima, Nagasaki i Warszawa wyglądały podobnie. Podejrzewam, że cierpienie ludzi też podobne. Trudno oceniać, co bardziej boli, ginąć w piwnicy, w kanale czy na skutek bomby nuklearnej.

 

Tylko, że Polacy nie przepracowali swojej traumy. Już nawet nie idzie o zasadność Powstania Warszawskiego. Czy miało sens czy nie? To jest fakt historyczny. Dokonał się i można tylko wyciągać wnioski na przyszłość. Problemem jest sposób obchodzenia tej rocznicy. Polacy przynajmniej w jakiejś części są dumni z Powstania. Uważają je za moralne zwycięstwo, coś, co miało wpływ na dalszy bieg historii. Polacy (w jakiejś części) zatracają całkowicie dystans do faktów sprzed kilkudziesięciu lat, zachowują się, jakby Powstanie upadło wczoraj, szukają winnych. Urządzają też po latach na grobach ofiar niestosowny piknik. Mnożą się rekonstrukcje, skoczne koncerty, gadżety, obnoszenie się z biało-czerwonymi opaskami, symbolami Polski Walczącej, z replikami broni. Na cmentarzach buczenie i awantury. Ogólnie trwa zabawa w traumę. Muzeum Powstania Warszawskiego miejscami pełni rolę edukacyjną, przechowuje pamiątki i stoi na straży pamięci. Niestety w dużej mierze jest też parkiem rozrywki. Dzieci mogą sobie pobiegać po czymś, co ma przypominać kanały.

 

Wszystko urządzone tak, jakby to Powstanie zakończyło się zwycięstwem.  Prawicowi publicyści pragną, by ich dzieci ginęły na barykadach, a biskupi łączą w absurdalny sposób dzisiejszą rzeczywistość z tą z czasów II Wojny Światowej (np. abp. Jędraszewski mówiący, że konwencja antyprzemocowa i In vitro są zdradą Powtania.) Absurd goni absurd.

A co w tym czasie słychać w odległej Hiroszimie? Ciszę słychać. Ciszę i dzwon pokoju. Z Hiroszimy płynie każdego roku pełen powagi i ciszy apel o pokój na świecie i o rozbrojenie nuklearne. Nikt tam nawet nie pomyśli o festynach, czy rekonstrukcjach.

 

Tysiące ludzi zginęły w jednej chwili. Z miast pozostała pustynia. W Hiroszimie i Nagasaki nie słychać głosów zemsty. Polacy natomiast nieustannie szukają nierozliczonych zbrodni, wołają o ich osądzenie i upajają się rolą szlachetnych ofiar. Ewidentne zbrodnie jak Katyń, Wołyń, i inne miejsca kaźni służą do podsycania negatywnych emocji i nienawiści między narodami, które w równym stopniu doświadczyły cierpienia. IPN zachowuje się jak parodia trybunału sprawiedliwości i dostarcza nowych wrogów, tak jakby historia nie była historią, lecz teraźniejszością.

 

Kapitulacja Japonii właściwie kończy okres II Wojny Światowej. Może dlatego z Japonii właśnie płynie najbardziej uniwersalny przekaz. Hiroszima i Nagasaki mówią w swym milczeniu, że to sama wojna jest złem. Że złem jest stworzenie i wykorzystanie broni nuklearnej i każdej innej przeciw niewinnemu człowiekowi. Nie ma wojen sprawiedliwych. Nikt nie może się czuć bezpieczny, dopóki na świecie jest gdzieś choćby jedna bomba nuklearna. Świat przegrywa każdego dnia, gdy nie odwraca się od przemocy. To jest przekaz płynący z Japonii, dziś zupełnie niesłyszany w Polsce.

 

A może warto w końcu nie myśleć kategoriach bohaterów i wrogów, lecz wychowywać nowe pokolenia w poczuciu, że wojna i jakakolwiek przemoc  są już przegraną ludzkości i pojedynczego człowieka.